Choć nie należę do osób najmłodszych nie imają się mnie żadne katary, przeziębienia czy grypy. Jestem przekonana, że zawdzięczam to psom, które od dłuższego czasu nieodmiennie są moimi towarzyszami życia. Świetnie się porozumiewamy, Mogę się pochwalić, że znam się nieco na psiej psychice i potrafię wczuć się w myślenie moich czworonożnych przyjaciół. Nie stało się to jednak od razu. Najpierw musiałam się pewnych rzeczy nauczyć.  Tak, nauczyć się musiałam ja i nie bez powodu, osoby prowadzące szkolenia dla psów twierdzą, że nauki potrzebne są przede wszystkim właścicielom.

Jak to ze spacerami bywa

Miałam kiedyś sąsiada. Widywałam go często na spacerze z psem. Ten „spacer” polegał na tym, że ledwo biedna psina zdążyła się załatwić, pan siadał na ławce i palił papierosy. Pies siedział niedaleko i wdychał dym. Pewnie takie ekstremalne przypadki nie są aż tak często spotykane, jednak, z ręką na sercu, przyznajmy się, czy rzeczywiście spacerujemy z naszym czworonogiem tyle, ile potrzeba? Czy może wyprowadzamy go w najbliższą okolicę i po paru minutach wracamy? Bo nam się nie chce, bo brzydka pogoda, zimno, wieje… A pies przecież się załatwił, więc można wracać. Kochani, nie tędy droga. Spacer służy nie tylko zaspokojeniu potrzeb fizjologicznych. Pies nie czyta książek, nie obsługuje komputera ani nie ogląda telewizji. Jego głównym zmysłem poznawania świata jest węch. Pozwólmy mu obwąchać krzaczki, trawniki czy słupy. Dla niego to odpowiednik naszych wiadomości telewizyjnych czy ciekawego filmu.  Pozbawiony węchowych bodźców nasz czworonożny pupil zacznie się śmiertelnie nudzić, stanie się markotny i osowiały lub przeciwnie – z nudów zacznie niszczyć nam np. sprzęty w domu.

 Z tego samego względu nie można pozbawiać psa spacerów nawet, jeżeli ma on do dyspozycji wybieg w postaci okazałej działki czy ogrodu. Co z tego, że miejsca sporo, skoro zna już tam wszystkie kąty i zapachy. My także nudzilibyśmy się sięgając po książki czy filmy, które znamy niemal na pamięć.

A przy okazji, nikomu nie trzeba chyba udowodniać, że długie spacery wpływają świetnie na naszą kondycję fizyczną czy psychiczną, Powinniśmy więc być wdzięczni naszym przyjaciołom, że dzięki nim mamy okazję zażywać zarówno ruchu, jak i świeżego powietrza przez cały rok. Nie do przecenienia jest także odporność, jakiej w ten sposób nabywamy.

Maaaks, Kooora…

Ileż razy na spacerach słyszymy takie bezskuteczne nawoływania. Psiak biega sobie w najlepsze, zupełnie nie zwracając uwagi na przywołującego go właściciela. Problem polega na tym, że nam się tylko wydaje, że przywołujemy naszego czworonoga. Pies słyszy swoje imię i no i co z tego? Swoje imię przecież zna, a z takiego wołania nic nie wynika. Zupełnie inaczej brzmi komenda np. Wika, do mnie! Pies wie, czego się od niego oczekuje. Komenda powinna być wypowiedziana tonem stanowczym, ale bez zdenerwowania, które pies natychmiast wyczuje. Zdarzyć się wtedy może, że zamiast przybiec od razu do nas zacznie np. obwąchiwać zarośla wokół. Dlaczego? On, po prostu, daje nam czas na to, abyśmy się uspokoili i nie karali go za coś, czemu nie zawinił.

Na marginesie, pies MUSI przybiegać na wołanie, podobnie jak MUSI reagować na komendę: Stój! Posłuszeństwo w tej dziedzinie może zapobiec wielu przykrym sytuacjom, a w pewnych przypadkach nawet uratować mu życie.  Nauczenie go tego powinno stać się dla opiekuna absolutnym priorytetem. Całej reszty komend czy sztuczek możemy uczyć go później. Nawet tak bezsensownych, jak: Podaj łapę, która psu do niczego nie jest potrzebna i służy wyłącznie uciesze ludzi.

Czy zwierzęta mówią?

Oczywiście, z tym, że tylko w noc wigilijną. Jednak usłyszeć je mogą jedynie osoby bezgrzeszne, nie dziwmy się więc, że nikt z nas do tej pory nie był tego świadkiem

A tak na poważnie – zwierzęta nie mówią, bo nie mają strun głosowych przystosowanych do ludzkiej mowy. Nie znaczy to jednak, że nie potrafią się porozumiewać. Psy wyją czy szczekają, koty miauczą – jednak głównym ich sposobem kontaktowania się jest język ciała. Ogon poruszający się na obie strony i bijący o ziemię jest u kota znakiem sporego stresu lub lęku. Z kolei podniesiony do góry oznacza, że kot czuje się na danym terenie pewnie, jest zadowolony.

Kiedy nasz pies zaczyna oblizywać górną wargę i odwraca głowę na bok to daje nam tzw. sygnały uspokajające. Nie czuje się komfortowo w danej sytuacji. Popularne merdanie ogonem, które większość z nas bierze za oznakę zadowolenia, w pewnych sytuacjach może oznaczać wyczekiwanie i niepewność. Zauważcie, że szczekające na Was psy łańcuchowe także często merdają ogonami.

Nagroda gwarantowana

Kiedy już opanujemy sztukę porozumiewania się z naszym czworonożnym ulubieńcem zaprocentuje to harmonijną więzią na długie lata. Żadna ze stron nie będzie denerwować, ani stresować drugiej. A posiadanie zwierzaka jest jak loteria, w której każdy los wygrywa. Będziemy wyciszeni i w dobrej kondycji. Pewna starsza pani, mająca kłopoty z sercem opowiadała mi, że lekarz zalecił jej nabycie psa. Po roku długich spacerów okazało się, że dawkę leków, która ta pani musiała przyjmować, można było zmniejszyć o połowę…